Zabezpieczony: Los się musi odwrócić

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy

Matros

Zamieszkał z nami taki oto mały klusek, rasy border collie. Mały klusek nie jest w sumie taki mały, bo waży już trochu ponad 7kg, a ma dopiero niecałe 3 miesiące. Zwie się Matros, chociaż w hodowli wcześniej nazwali go Dreamliner’em. No i jak na prawdziwego Dreamliner’a przystało zaliczył już swoją pierwszą usterkę czyli złapał anginę. Ale już jest lepiej. Ze strachliwego bordera stał się borderem próbującym paść samochody, wrony i siatki fruwające na wietrze. Można go wtedy wołać, piszczeć, wabić smaczkami i ogólnie robić z siebie debila, a on i tak świata poza tymi rzeczami nie widzi.
A tak poza tym jest po prostu szczeniakiem, ze wszystkimi tego konsekwencjami takimi jak sikanie w domu, podgryzanie kanapy, wydrapywanie futryn, paneli i zjadanie zabawek. Ale i tak go kochamy :)
Chociaż muszę przyznać, że były takie momenty kiedy miałam ochotę spuścić go na spacerze ze smyczy i pójść w drugą stronę ;p Teraz już nie oddałabym go za nic w świecie :)

Bake a cake

Na zdjęciach słodkości sfotografowane podczas pieczenia tortu. Mogę przynajmniej popatrzeć. Bo po uwolnieniu się z objęć babci powróciłam (no dobra, prawie powróciłam) do prowadzenia trybu życia opartego na liściu sałaty i butelce wody mineralnej. Dlatego iż odkryłam ostatnio, że przybrałam na masie cztery kilogramy ponad normę. A norma i tak była zawyżona od dawna o jakieś 10 kg. Bo stwierdziłam kiedyś, że skoro nie jestem w stanie tego zrzucić to czas to zaakceptować. Ale nie mogę tak w nieskończoność dodawać tych kilogramów do akceptowania, bo będę wyglądać jak wszystkie Grycanki razem wzięte. Albo jeszcze ktoś pomyśli, że je wszystkie zjadłam… Aż strach pomyśleć.

No i teraz nie ma już oglądania serialu i wpieprzania. Jest oglądanie serialu i robienie ćwiczeń na mięśnie brzucha. Które mam nadzieję kiedyś się tam jednak zmaterializują.

Indiana

Brak mi cierpliwości ostatnio. Szybko się denerwuję. Nie wiem z czego to wynika. Taka karma?
Może powinnam zacząć uprawiać jakąś jogę? Ćwiczenia oddechowe? Zmiana trybu odżywiania? Albo zwyczajnie, jak to radził nam na pedagogice mój ulubiony pan od w-fu, rzucić wszystko w tak zwane pizdu i jechać w Bieszczady wypasać owce. Albo może nie ma już dla mnie nadziei?
Co prawda myślałam też o terapeutycznym wpływie pisania, ale nie wiem. Przeszło mi przez myśl, żeby napisać książkę. Ale z drugiej strony skoro nawet bloga nie potrafię prowadzić regularnie to projekt ‚książka’ pewnie też rzuciłabym po napisaniu wstępu. Albo pierwszego rozdziału. No i oczywiści pytanie – czy jestem aż taką optymistką żeby myśleć, że ktoś w ogóle chciałby to wydać/kupić/przeczytać?

Może wystarczy jakiś babski trik? Może powinnam na przykład zmienić kolor włosów. Patrząc na stare zdjęcia chciałabym wrócić do rudego. Chociaż rozważam też czarny. W jednym i w drugim czułam się fajnie, chociaż w rudym chyba fajniej. Czasem przemyka mi przez głowę myśl – a może obciąż na krótko i strzelić na blond. Blondu nie miałam jeszcze nigdy i byłby to na pewno szok dla wszystkich, którzy mnie znają. Myślę, że jest nawet kilka osób, które mogłyby dostać zawału. Więc w trosce o zdrowie i życie znajomych odpuszczam blond. No i odwieczny problem – obciąć-nie obciąć. Długie są ładne, ale irytujące. Krótkie są praktyczne, ale nie aż tak ładne. No i w efekcie zostaje tak jak jest, a ja dalej nie mam cierpliwości i wszystko mnie drażni.
Amen.

Lake Witch Project

Drażni mnie ta uczelnia. Wiem, że jestem monotematyczna i że się powtarzam, ale cholera jasna – drażni mnie ta uczelnia. I pewnie jeszcze w ciągu tych dwóch lat nie raz o tym napiszę i nie raz będę marudzić. Siedziałam na wykładzie 15 minut, a miałam wrażenie, że siedzę tam od rana. No jakoś nie trafiał do mnie wykład byłego pana prokuratora, który składał się w większości z dygresji. Np. na temat lecytyny i jej zbawiennych właściwości. Albo na temat Bronka i towarzyszy Rosjan polujących na głuszce. I na temat samych głuszców. I że psycholodzy to generalnie nie nadają się do pisania orzeczeń dla sądów. W ogóle, że psychologia to jakieś czary-mary. Psychiatria – to jest siła. A domyślam się, że na zaliczeniu pytań o głuszce nie będzie…

W ogóle nie lubię nadgorliwych ludzi. A mam wrażenie, że tam wszyscy są nadgorliwi. To uzasadnienie, które miałam napisać na dwie strony a4, napisałam na stronę i akapit. I uznałam, że wyczerpałam temat. No cóż. Okazuje się, że bez względu na to czy temat wyczerpany czy nie – mają być DWIE strony… Nożesz… A jeszcze wspomniałam coś o jakimś artykule z kodeksu karnego i dowiedziałam się że co? Że brakuje tu przypisu! Tak… Przypisu. W zwykłym uzasadnieniu wyboru tematu pracy. Moje zażenowanie rośnie z tygodnia na tydzień i zaczyna mnie to przerażać.
Ogólnie stanęło na tym, że muszę to napisać jeszcze raz. Na dwie strony oczywiście.

Chyba zaczynam rozumieć amerykańskich studentów, którzy przekraczają progi swych uczelni z kałachami pod pachą…

Autumn.

Na zdjęciach Ilona i Adam czyli moja międzynarodowa para :) Plener z założenia miał być bardzo jesienny, ale niestety drzewa nie zdążyły się jeszcze przeobrazić w jesienne barwy. Pomógł photoshop ;p Pogoda była piękna, modele bardzo sympatyczni, a ja umierająca. Akurat od dwóch dni nie ruszałam się z łóżka, futrując się tabletkami, a ten dzień był jedynym pasującym nam terminem. Ja akurat byłam w Trójmieście, a Adam kilka dni później wracał do Stanów.  No i pogoda naprawdę się do nas tamtego dnia uśmiechnęła. Słoneczko, ciepełko… Było fajnie :)

Od tygodnia czekam znów na piękną, polską, złotą jesień. A póki co jedyne co widzę za oknem to szarość, ciemność i ponurość. Nie jest to pogoda zachęcająca do czegokolwiek, a już na pewno nie do robienia zdjęć.

Pomieszkuję sobie więc od środy to środy, od zajęć do zajęć i zastanawiam się, kiedy będę mogła wrócić do domu. Mam ochotę upiec jakieś ciasteczka. Może kokosanki. Mam ochotę posiedzieć w swojej kuchni i COŚ zrobić. To jak zajęcia terapeutyczne. Zagnieść ciasto, dosypać czegoś, doprawić, sprawdzać temperaturę na zepsutym piecu. A potem zapach ciasta w całym domu. Cisza i spokój. Nikt nie kręci się pod nogami, nikt nie marudzi, że to leży tam, a to siam, nikt nie chowa mi rzeczy, których za dwie minuty będę potrzebować. I wszystko ładnie pachnie. Kakao, imbir, cynamon, kokos… Nawet jak sobie pomyślę, że będę musiała zrobić porządek w szafce w kuchni to mnie to nie denerwuje. Chce mi się. No cóż, każdy ma jakieś skrzywienie, coś co go uspokaja. Niektórzy składają kwiatki i łabędzie z origami, inni oglądają swoje znaczki, a ja spędzam czas w kuchni.

No ale póki co moja kuchnia jest daleko, a ja mam do napisania pierwsze wypracowanie na studiach w tym roku. Czyli muszę napisać uzasadnienie na dwie strony a4, dlaczego wybrałam taki a nie inny temat magisterki. Ehhh…