Estetyka

•15 Listopad 2011 • Dodaj komentarz

Na zdjęciach znów Malwina i Wojtek, malowała i stylizowała Ola. A całe to zamieszanie miało miejsce w Poznaniu ;) Więcej (i większe) do obejrzenia (tudzież polubienia) na facebooku ;)

Jestem estetką. Lubię ładne obrazki, ładne ujęcie, lubię jak mi wszystko do siebie pasuje. No i tak się jakoś stało, że od paru dni przestał mi pasować kolor ścian w salonie. Kompletnie mi się znudził, nie mam pomysłów na dodatki i tak dalej. A że idą święta, czekoladowe Mikołaje zadomowiły się już na sklepowych półkach, wypadałoby jakoś chałupę do tego klimatu dostosować. I tu pojawiły się schody. W zasadzie to schody pojawiły się już podczas szukania rolet. Przejrzałam mnóstwo blogów wnętrzarskich celem znalezienia inspiracji na te rolety coby nas sąsiedzi w końcu przestali podglądać. Żadne mi nie pasowały do koloru ścian, do kanapy, do stolika. Albo pasowały do jednego albo do drugiego. A jak ogólnie wiadomo – łatwiej przemalować ściany niż zmieniać meble, zwłaszcza, że do kanapy jestem przywiązana i ona akurat nadal mi się podoba ;p
Tak więc oświeciłam swojego lubego, że chcę przemalować salon. Takie tam hasło rzuciłam na początek, bo wiadomo – z chłopem trzeba krótko i konkretnie. Bo co ja mu będę tłumaczyć, że mi się kolory nie harmonizują, nie komponują, że dodatków nie mogę dobrać. Jak on rozróżnia cztery kategorie kolorów – jasne, ciemne, fajne i ch*jowe. No to o czym my tu mamy rozmawiać? :) Rzuciłam hasło i byłam przygotowana, że w jakiś zrozumiały dla niego sposób będę musiała mu to wyjaśnić. Bo pewnie mi powie, że to moja fanaberia czy coś. No ale nie powiedział. Zgodził się. Tyle, że po nowym roku, bo teraz inne wydatki, brak czasu i tak dalej. Ale się zgodził :)
Biorę się więc za dalsze poszukiwania rolet i już nie mogę się doczekać zmian :)

Czasobrak

•14 Listopad 2011 • Dodaj komentarz

Kolejne dwa zdjęcia z Poznania, pozowali Malwina i Wojtek, stylizowała Ola :) Więcej zdjęć jak zawsze na facebooku.

Ogólnie jestem do tyłu z robotą. Powinnam już mieć dawno temu obrobioną całą tę sesję. Ale jakoś tak się złożyło, że najpierw znaleźliśmy się na parapetówce mojej pierwszej pary młodej, którą fotografowałam, następnego (i dość ciężkiego) dnia rano musieliśmy znaleźć się w Gdyni i zrobić zdjęcia podczas biegu niepodległościowego (nordic walking). Po czym następnego dnia znów byliśmy na imprezie… No i tak jakoś zleciało. Ale muszę powiedzieć, że u Maćka i Eweliny piłam najlepszą malinówkę na świecie! Naprawdę. Mniejszym druczkiem dodam też, że nie powinno się jej mieszać z szampanem, czystą i cytrynówką gdyż wtedy the day after może człowieka lekko przerazić. Głowa mnie rano bolała tak, że nie mam na to nawet żadnego epickiego porównania. Ale ogólnie było godnie :) No może poza tym, że nie wpuścili nas na osiedlowe karaoke. W każdym razie powiedziałam sobie dnia następnego, że nie będę więcej pić nalewek, bo jakoś tak chyba mi nie służą. A że jak ogólnie wiadomo moja silna wola jest raczej słaba to już dzień po postanowieniu musiałam o nim zapomnieć ;p No bo jak to tak nie spróbować cytrynówki, która przyjechała aż z Olsztyna? No nie wypada c’nie? Dodam jeszcze, że była wyborna i na całe szczęście nie aż tak mocna ;)

Chaos

•8 Listopad 2011 • Dodaj komentarz

Na zdjęciach Malwina z ostatniej poznańskiej sesji. Więcej na facebooku.

Wieś

•3 Listopad 2011 • Dodaj komentarz

Żyjemy ostatnio na walizkach. Więcej czasu spędzamy w samochodzie niż w jakimkolwiek innym miejscu. Dlatego tak mi się podoba kiedy spędzamy chociaż kilka dni na wsi. Lubię ten spokój, ciszę… No prawie. Bo to jest tak – właściwie byłoby cudnie, ale… Zamiast cieszyć się ciszą, spokojem i bliskością natury muszę tam odpierać ataki. Ataki przeważnie dotyczą tego, że nic nie jem i na pewno jestem głodna oraz tego, że nie piję tak jak wszyscy 10 herbat dziennie. A tam dzień bez herbaty jest dniem straconym. Do kogokolwiek się nie pójdzie w odwiedziny – herbata jest obowiązkowym punktem programu. Powinni do tego dodawać jeszcze pampersy dla dorosłych, bo ja po 5 herbatach latam jak kot z pęcherzem… Ale mogę powiedzieć, że po dwóch latach udało mi się już opanować sztukę odmawiania setnej herbaty i jakoś żyję. Nie udało mi się natomiast wynaleźć patentu na odmawianie jedzenia. Przyjęło się, że obiad musi być porządny. Tyle że dla mnie tamtejsze ‘porządny’ to znaczy ‘jeszcze jeden gryz i pęknę’. I nie ma zmiłuj. Jeśli czegoś nie zjem w całości – a nie zjadłam chyba jeszcze ani razu – to znaczy, że nic nie jem, na bank się odchudzam i głodzę i zraz będę głodna i wpadnę w anoreksję, bulimię i na pewno jeszcze milion innych chorób. To nic, że po samym pierwszym daniu czuję się jak prosiak nafutrowany wszystkim czym się dało na chwilę przed ubojem… Trzeba jeszcze wciągnąć drugie danie, a po 15 minutach ciasto oraz punkt najważniejszy czyli co…? Herbatę oczywiście! I nie przetłumaczysz, że się nie odchudzam, nie głodzę i naprawdę najadam się jednym kotletem, a nie pięcioma.
No i tak to jest. Gdyby nie ten jedzeniowy terror to naprawdę byłabym zakochana w spokoju i ciszy panującej na wsi.

Wedding Shot

•21 Październik 2011 • Dodaj komentarz

Na zdjęciu Ewelina i Maciek i moja pierwsza sesja ślubna. Robiłam za drugiego fotografa :) Więcej zdjęć na fb – do kliknięcia i polubienia w panelu z prawej ;)
Spodobało mi się ślubne fotografowanie, chociaż jako drugi fotograf biegający gdzieś tam z boku nie na wszystko miałam wpływ. No i pogoda też nam za bardzo nie pomogła. Ale chcę dalej iść w tym kierunku :)

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.